Izba Tradycji Kolejarskiej w Kolonowskiem

W niedzielę, 5 maja br. w Kolonowskiem odbyło się pierwsze z nowego cyklu spotkań „Wieczory Śląskiej Kultury i Tradycji”.

Zorganizowany przez miejscową Bibliotekę i Centrum Kultury odcinek nosił tytuł: „Pieśń ognia i rzeki”. Traktował głównie o historii hutnictwa w Dolinie rzeki Małej Panwi, ale także o powiązaniach oraz wspólnym oddziaływaniu przemysłu i transportu, szczególnie szynowego.

W programie spotkania znalazły się m.in. :
– referat Józefa Tomasza Jurosa na temat historii budowy i renowacji łańcuchowego, żelaznego mostu wiszącego na terenie huty MAŁA PANEW, najstarszego tego typu zabytku na świecie;
– wernisaż prac powstałych w ramach projektu „Grafika pamięci”;
– jak przystało na imprezę kulturalną nie obyło się także bez poezji śpiewanej znad Małej Panwi, którą przedstawił Józef Kotyś;
– przedstawiciel Ostatniej Fabryki Parowozów, Norbert Tkaczyk, wskazał na związki oraz zależności przemysłu hutniczego ulokowanego wzdłuż rzeki z powstaniem ważnego węzła i parowozowni w Fosowskiem. Zaproponował także pomoc OFP w zorganizowaniu Izby Tradycji Kolejarskiej na tym terenie, a także zapowiedział na kolejny rok spotkanie drugie, w całości poświęcone kolejnictwu i dawnej parowozowni Fosowskie.

Relacja fotograficzna znajduje się [tutaj]

tekst: Norbert Tkaczyk, Opole

Colonnowska – zapomniane kartoniki Edmondsona

W grudniowym numerze Colonnowskiej opublikowano artykuł dotyczący węzła Fosowskie.

Zapraszamy do lektury z grudniowego numeru Collonowska, w której ukazał się artykuł Norberta Tkaczyka uzupełniający inne publikacje związane z 150-leciem węzła i stacji Fosowskie. Zapraszamy do lektury!

Wspomnienie o dawnych połączeniach po Magistrali Podsudeckiej na biletach

Media regionalne i nie tylko poświęciły ostatnio wiele miejsca sprawie Magistrali Podsudeckiej. Mówi się o remontach, nowych połączeniach. Nawet o możliwej elektryfikacji trasy.

Załączone bilety pokazują jakie relacje przejazdów były możliwe jeszcze na początku lat’90. Wznowiony podczas ubiegłego weekendu ruch pociągów pasażerskich na odcinku z Nysy do Kłodzka daje nam nadzieję, że wkrótce jednym składem bez zbędnych przesiadek pomkniemy przez całą długość Trasy Podsudeckiej.

Bilety ilustrujące nieistniejące już połączenia realizowane po Magistrali Podsudeckiej.

 

Bilety z kolekcji Norberta Tkaczyka z Hannoveru (BRD)

Bilet niewykorzystany z powodu… braku pociągu!

Pewnego letniego dnia, 36 lat temu, na stacjach Dyrekcji Lubelskiej podróżni czy to jadący w odwiedziny do rodziny, czy to powracający do swoich domów, czy też w innych sprawach, jak zwykle zakupili bilety i oczekiwali na pociągi.

Jednak tego dnia na pasażerów Polskich Kolei Państwowych oczekiwała niemiła niespodzianka. Wypatrywane w oddali pociągi nie przyjeżdżały. W okresie modernizmu socjalistycznego przecież sieć kolei w Polsce była gęsta, a pociągi na wielu liniach kursowały niemal tak często, jak miejskie tramwaje. Dlaczego więc tego dnia zabrakło połączeń? Otóż, dnia 17 lipca 1980 r. rozpoczęły się strajki sierpniowe (nazwane tak później) Solidarności. Wielki strajk stoczniowców, który przeszedł do historii Polski, wcale nie był pierwszym protestem tej fali. Wszystko zaczęło się w lubelskiej lokomotywowni oraz od stacji Lublin. Poniższy mały kartonik opatrzony kasjerskim (bądź zawiadowcy stacji) wpisem, po dzień dzisiejszy jest na to dowodem. Warto o tym wiedzieć i zapamiętać.

Norbert  Tkaczyk

Historia pewnego biletu

Całe pokolenia ludzi pamiętają kolejowe bilety w postaci małego kartonika.

bilet do ZawadzkiegoKartonik Edmondsona był nieodłącznym elementem podróży koleją praktycznie od jej zarania. Miał tę niewątpliwą zaletę, iż mieścił się w zamkniętej dłoni, czyli również bez problemu znajdował miejsce w portfelu, czy oprawce legitymacyjnej. Służył wspaniale przez dziesięciolecia prawie na całym świecie. W Polsce był zazwyczaj (oprócz miejscówek) zadrukowany pionowo. Co ciekawe, że całą sieć kas biletowych PKP obsługiwała jedna jedyna poznańska drukarnia. Powszechnie wiadomym było, że drukarnia “robi bokami”, ale nigdy nie odciążono jej otwierając kolejne punkty, do czasu wyparcia kartoników przez papierowe bilety.

Nic więc dziwnego, że w nawale pracy i zamówień dochodziło do pomyłek. Rzadko, ale jednak wałki drukarskie przepuszczały całe serie biletów z błędnymi danymi. Raz np. były to 2 różne stacje docelowe (na tzw. bilecie „połówkowym”, inna u góry, inna u dołu) odległe od siebie o kilkaset km (osobiście spotkałem Lewin Brzeski/Lewin Kłodzki), innym razem fałszywy był kilometraż, bądź oznaczenie kasy biletowej do której miały trafić np. A, B, C… (widziałem bilet z małej stacyjki z jedną bodajże kasą z szumnym oznaczeniem „Q”).

Kartonik z mojej kolekcji, który prezentuję wyróżnia się dwiema różnymi stacjami początkowymi. Jedną z nich jest Grabów Szlachecki z dyrekcji lubelskiej, oddalony od stacji docelowej Zawadzkie o kilkaset km. Drugą, właściwą stacją są Staniszcze Małe znajdujące się 13 km od Zawadzkiego.

Norbert Tkaczyk